Był taki projekt, nazywał się ranłej.

project-runway Od razu się przyznam: nie oglądałam ani jednej zagranicznej edycji Project Runway. O wielu słyszałam. Nie wiem na ile prawdziwe są informacje, które posiadam (np. to, że w amerykańskich edycjach projektanci mają do dyspozycji krawców i konstruktorów, przynajmniej na pewnym etapie, żeby skuchy w postaci źle wszytych zamków już nie musiały pojawiać się na wybiegu; podobno generalnie ma być widać progres, i tyle). Nie znam żadnego projektanta, którego bym ceniła , a którego rodowód sięga jakiegokolwiek telewizyjnego konkursu talentów. Obawiam się, że “wygrani” kolejnych edycji będą zawsze cierpieć na syndrom “ oh, so last season” w oczach publiki zgeneralizowanej, bo na ich miejsce już będą inni, równie fascynujący uczestnicy zabawy w “make your dream happen”.  Bardziej liczę na tych, którym “nie udało się”.

Żeby wygrać w tego rodzaju programie trzeba robić co każą, uczestniczyć w wymyślonych na poziomie produkcyjnym  intrygach, telewizyjnych smaczkach smacznych jak zepsuta zupa. Żeby wygrać trzeba grać, a nie każdy grać umie, niektórzy mają inne talenty. Dlatego przede wszystkim zupełnie nie sprawdziła się w programie Paulina Matuszelańska, która mogłaby pokazać tam wiele ciekawych prac, gdyby tylko nie musiała uczestniczyć w żadnym show.

Trzeba przyznać, że pośród naszych rodzimych młodych_zdolnych_i_chętnych_do_wzięcia_udziału_w_strasznie_długim_przedstawieniu_cyrkowym talentem aktorskim wykazał sie tylko jeden uczestnik. Maciek został idolem tłumów a teraz wiemy już nawet, że po prostu genialnie wcielił się w rolę. Nie do końca możemy mieć pewność, czy finaliści sprawdzą się w modzie czy gdzie ich poniesie, możemy być natomiast spokojni o nadchodzącą karierę Maćka w mediach. Najlepiej serialach, bo to stała pensja (“choć podobno i tak kiepska kasa”). Teraz Maciek odgrywa nam już kolejną rolę – kolesia, któremu udało sie przechytrzyć widzów. Jakkolwiek nie kochaliby widzowie jego pizdułowatego, nieco upośledzonego wizerunku z planu PR– “kolesia który ich przechytrzył” mu nie zapomną. Czekamy na wyniki pierwszej rundy.

Sztuczność całego przedsięwzięcia nie bolałaby mnie tak bardzo, gdybym nie przypuszczała, że łzy niektórych uczestników nie były wcale udawane i że program posłużył się nieładnymi metodami wyzysku cudzego wizerunku. Natalia Ślizowska i Piotr Czajczyński to chyba ( mam nadzieję) jedyne postaci programu, które nie dały się namówić na uczestnictwo w przedstawieniu na zasadach produkcyjnych. Uczestniczyli na własnych zasadach, choć widać jak wiele ich to kosztowało: łzy Natalii oglądaliśmy nie raz, nie dwa; Piotr jest po prostu młodzieńcem dobrze ułożonym, więc nie płakał, kiedy notorycznie służył za folklor lokalny o zasięgu ogólnopolskim. Piotr zresztą ( no, chyba że to znowu genialna kreacja aktorska) musi pewnie obrywać co i rusz, w naszym fajnym, współczesnym świecie. Nie przystaje i nawet nie stara się udawać, że potrafiłby.

Nieustannie zastanawia mnie jak to możliwe, że niektóre z kreacji prezentowanych w programie zostały ukończone w ciągu 8 godzin roboczych, kiedy w takzwanym międzyczasie trzeba było jeszcze odgrywać scenki rodzajowe dla mniej inteligentnej i mniej zainteresowanej modą publiczności. Nawet jeżeli przyjmiemy że cała “fabuła” programu była dogrywana już po ukończeniu pracy – wciąż 8 godzin wydaje mi się niewystarczające na ukończenie bardziej pracochłonnych projektow, które powinny być oryginalnymi, stworzonymi na potrzeby zadania pracami, a myślę, że kilka takich pojawiło się w programie.

Przekręty produkcyjne widać w polskiej edycji PR jak na dłoni. Od wielokrotnie przywoływanego na blogu Freestyle Voguing (cykl “Project Runway Bez Majtek”) amatorskiego montażu poszczególnych stylizacji projektów na wybigu (strzelam, że coś takiego miało miejsce: modelka idzie wgłąb wybiegu prezentując pełną długość spodni ale wraca za kulisy z nogawkami podwiniętymi) po naprawdę ekshibicjonistyczne ze strony produkcji przyklepanie kwestii, którą wypowiada Natalia na długo przed ogłoszeniem werdyktu odcinka (w trakcie castingu modelek) w którym wyleciała: “wybieram do ostatniego zadania Weronikę, również”. Cóż za suspens!

Czemu właściwie nie piszę o ciuchach? Bo jak jeden mąż były mało istotne i mało istotne pozostaną w przyszłości. Niektórzy z uczestników programu mają już za sobą całkiem udane pokazy pełnych, niedużych kolekcji (i nie jest to żadne z finalistów) i widać wyraźnie, że ich pomysły znacznie ciekawiej wypadają w świecie pozatelewizyjnym. W konkursach projektowania na czas wygrywają postaci ( i chcę wierzyć, że były to postaci wykreowane na potrzeby telewizji, szczególnie w przypadku kreacji Jakuba w duchu machismo) najbardziej wyrachowane, tym samym psychologicznie najprostsze (a także kreacje aktorskie na temat prostoty).

Jeżeli czegokolwiek życzę sobie od kolejnej edycji Project Runway w takiej formule (wyścigu nie dającego szansy dojścia do głosu jakimkolwiek świeżym pomysłom, bo na ich donoszenie nie ma czasu) to tyle, żeby nie powstawała wcale. Niniejszym czuję się zapoznana z przedstawieniem z gatunku “reality”.

 

 

 

Reklamy

One thought on “Był taki projekt, nazywał się ranłej.

  1. Kto chce zarobic nie wychodzac z domu kilkadziesiat $$ dziennie??? Metoda jest prosta i dziala, poszukajcie sobie w google: jak kosić kasę na Adfly

powiedz nam co ci się pomyślało:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s