Elegancja Francja czyli zwyczajne Haute Couture (przedruk z bloga marki YES)

Tegoroczna łódzka Noc Muzeów była dla mnie, przybyszki z zewnątrz, miłym zaskoczeniem. Mimo, że (mając kiepskie pojęcie o topografii miasta) zdecydowałam się na hotel w dziwnej lokalizacji (wyglądającej całkiem zachęcająco wyłącznie na mapie) i mimo lekkiej dezorientacji komunikacyjnej, udało mi się zobaczyć dwie ciekawe ekspozycje muzealne, wstępując po drodze i całkiem przypadkiem z wizytą do kilku marszandów antyków, którzy postanowili przyłączyć się do ogólnego poruszenia przyjmując gości w nietypowych dla siebie godzinach, od 18 do 24 w sobotę.

Photo4 copy

Głównym celem mojej wizyty w Łodzi było uczestnictwo w otwarciu ekspozycji pod tytułem “Elegancja – Francja. Z historii Haute Couture” w Centralnym Muzeum Włókiennictwa, które skądinąd okazało się niezwykle ciekawym miejscem samo w sobie, w ramach ekspozycji stałej prezentując pełen ( pełen!) wachlarz maszyn tkackich i dziewiarskich, z których najstarsze modele mają po kilkaset lat. W dzień pospolitego ruszenia jakim jest Noc Muzeów największą popularnością cieszyła się dość przaśna skansenowa część muzeum, nie zabrakło jednak chętnych do zapoznania się z odrobiną historii techniki włókiennictwa i, oczywiście, z elegancją z Francji, czyli osławionym, choć zdaje się często opacznie interpretowanym, Haute Couture.

Jeżeli ktokolwiek spodziewał się bliskiego spotkania trzeciego stopnia z ekstrawaganckimi sukniami czerwonodywanowymi/balowymi/ślubnymi spod ręki najgłośniejszych twórców zrzeszonych we współczesnej Fédération Française de la Couture – musiał się srodze rozczarować (albo nie doczytać “historii” w podtytule wystawy). Prawda jest taka, że jest to ekspozycja niezwykle skromna, skupiona raczej na próbie zdefiniowania czym historycznie było zjawisko Haute Couture, czym różniło się od wcześniejszego krawiectwa miarowego i późniejszego pret-a-porter. Spośród głośnych współcześnie nazwisk dostajemy wprawdzie Emanuela Ungaro, Jeana Paula Gaultier, Azzedine Alaïa czy Johna Galliano, zasadniczo jednak w ich odsłonach pret-a-porter i raczej we fragmentach kreacji, pozbawionych jakichkolwiek elementów stylizacji. Jeżeli chodzi o produkcje Haute Couture, często pochodzą one z kolekcji anonimowych (autor nieznany)  bądź mniej popularnych domów mody używających przydomka Haute Couture, których jak wieść niesie, na przełomie XIX i XX wieku było w samym Paryżu około 1000.

Suknia Loris Azzaro, przełom lat 70 i 80

Jaką więc tezę stawia ekspozycja powstała pod kuratelą Piotra Szaradowskiego? Otóż taką, że jedynie słuszna definicja Haute Couture nie istnieje, bo każda zależna jest od okresu, do jakiego się odnosimy. Do końca pierwszej dekady XX wieku to po prostu autorskie projekty krawców miarowych oferujących sezonowo ograniczoną ilość modeli podlegających kastomizacji. Od lat 20-tych do 60-tych XX wieku to już kolekcje posiadające swój wieszak w renomowanych domach towarowych lub w autorskich butikach projektantów. Począwszy od lat 60-tych, czyli eksplozji rynku pret-a-porter, Haute Couture przechodzi natomiast transformację, ktorej efekty widzimy dziś – staje się niemal niemożliwą do noszenia na codzień formą sztuki użytkowej, zarezerwowaną jedynie dla najbogatszych i najbardziej ekstrawaganckich klientek.  Co łączy Haute Couture tych wszystkich okresów? Przede wszystkim ogromna ilość ręcznych wykończeń (w niektórych przypadkach, jak w domu mody Valentino, podobno do dziś żadna z wysoko wykwalifokowanych krawcowych nie zaprzyjaźniła się z jedyną stojąca w pracowni couture maszyną do szycia), dbałość o szczegół, idealne dopasowanie modelu do sylwetki klientki (stąd wśród eksponatów couture, w przeciwieństwie do modelowych rozmiarów 34 – 38 w przypadku pret-a-porter, taka różnorodność długości i poszczególnych obwodów).

Zestaw stanik i spodnie, Alaia, przełom lat 80 i 90

Ekspozycji “Elegancja-Francja” można wiele zarzucić : nieczytelny system opisów eksponatów, nieciekawą formułę eksponowania “przy ścianie”, która nie pozwala na trójwymiarowy ogląd strojów, widoczny brak środków na podniesienie walorów poznawczych wystawy poprzez “wprowadzenie w epokę” za pomocą czegokolwiek innego niż tylko sam eksponat (albo zwyczajnie zostałam rozpuszczona jak dziadowski bicz przez cudowne wystawy nowojorskiego MET Costume Institute), w końcu kiepskie zakonserwowanie eksponatów (nikt mi nie wmówi, że nie dało się w Łodzi znaleźć kilku osób, które podjęłyby się fachowej konserwacji tych strojów choćby w formie wolontariatu). Niemniej, chciałabym pogratulować stąd po raz kolejny Piotrowi Szaradowskiemu, jednemu z nielicznych zapaleńców tej dziedziny w Polsce tego, że nie poddaje się w misji edukowania narodu w dziedzinie tak ważnej jak jakość w życiu codziennym, bo historyczne Haute Couture to nic innego jak  zwykłe ubrania nadzwyczajnej jakości.

Tekst i zdjęcie wystawy: Joanna Obuchowicz-Beckwith 

Źródło zdjęć eskponatów: Muzealne Mody

Żakiet Rainbow, Thierry Mugler, 1990Body, Jean Paul Gaultier, 1989

Reklamy

powiedz nam co ci się pomyślało:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s